Przegląd Łęczyński: Zacznijmy od początku. Jak udało się stworzyć koalicję po wyborach?

Teodor Kosiarski: Wybory dały taki wynik, że do rady powiatu weszły cztery komitety wyborcze. Po stronie, powiedziałbym, „demokratycznej”, mamy czterech radnych z Komitetu Platformy Obywatelskiej, trzech z Komitetu PSL-u i Polski 2050 (czyli Trzeciej Drogi) oraz dwóch radnych z Twojego Samorządu. Na jednym z pierwszych spotkań wszyscy ci radni zadeklarowali chęć wzajemnej współpracy. Nikt z tej dziewiątki nie wyraził chęci współpracy z radnymi z Komitetu Prawa i Sprawiedliwości, którzy wprowadzili najwięcej radnych – ośmioro. Mieliśmy doświadczenie z poprzedniej kadencji i wiele zastrzeżeń do sposobu prowadzenia starostwa przez ekipę PiS-u, dlatego postanowiliśmy działać razem i doprowadzić do zmiany.

 PŁ: I na tej podstawie powstała koalicja?

TK: Tak, na takiej bazie powstała koalicja, ale bardzo trudna. Już na początku niektórzy postawili bardzo wygórowane żądania co do stanowisk, jakie chcieliby zajmować. Dla mnie najbardziej niezrozumiałe było, że największe żądania miał najmniejszy partner – Twój Samorząd. Powiem szczerze, że w pewnym momencie nie wytrzymałem, zdenerwowałem się i powiedziałem kategoryczne „nie”, ale z drugiej strony nie chciałem rozbijać tej koalicji, więc się wycofałem i pozwoliłem, żeby wspierający tą koalicję posłowie Bojarski i Hetman – próbowali to wszystko poukładać i pogodzić, powiedziałbym, wodę z ogniem.

PŁ: A jakie były pańskie oczekiwania?

TK: Mnie jako staremu samorządowcowi nie zależało na żadnych stanowiskach i niczego nie oczekiwałem. Natomiast zbulwersowany byłem żądaniem Twojego Samorządu, by jego działacze zajęli konkretne stanowiska. Może to jeszcze dałoby się przełknąć, gdyby proponowano ludzi kompetentnych. Niestety nazwiska, które się pojawiały, kompletnie nie miały nic wspólnego ze stanowiskami typu dyrektor w szpitalu czy dyrektor zarządu dróg powiatowych. Chodziło też o układankę w starostwie i mieście – Twój Samorząd zażądał sobie stanowiska wiceburmistrza dla swojego człowieka, a w powiecie – m.in. sekretarza.

PŁ: Jak udało się to rozwiązać?

TK: Przyjęto to wszystko do wiadomości, ale z realizacją było gorzej. PSL postawił warunek, że starostą musi być ich kandydat. Zaproponowali pana Słowika, który niestety – w mojej ocenie – nie miał odpowiedniego doświadczenia ani w pracy samorządowej, ani w kierowaniu jakąkolwiek firmą. Nie był to kandydat, który mnie w stu procentach satysfakcjonował, ale dla dobra koalicji zaakceptowałem tę kandydaturę, choć uważam, że nawet w samym PSL-u był lepszy kandydat. Niestety, nowy starosta podkopał fundamenty tej koalicji już na początku.

PŁ: W jaki sposób?

TK: Już na początku Twój Samorząd – nie chcę tu mówić nazwiskami, choć w sumie może warto byłoby – stawiał warunek, by sekretarzem została osoba zaproponowana przez nich. Jednak wybrano sekretarza z Platformy Obywatelskiej, a nie kandydata, który miał być u nich „w zanadrzu”. Koalicja jednak ruszyła, zaczęły się lekkie prace modernizacyjne w starostwie, wróciła jakaś atmosfera zaufania. Ale po pewnym czasie zauważyliśmy, że starosta bardziej zajmuje się polityką niż samorządem. Nie rozumie, że samorząd to gra zespołowa, a nie indywidualna. Pod koniec urzędowania tego zarządu uchwały były podejmowane stosunkiem głosów 4 do 1.

PŁ: Czyli większością.

TK: Większością, tylko że tą jedynką był pan starosta, który następnie tych uchwał nie realizował w takim kształcie, w jakim zostały podjęte. To bulwersowało pozostałych członków zarządu – przychodzili do mnie i zgłaszali, że nie da się tak pracować, tym bardziej mając na uwadze trudną sytuację finansową powiatu.

PŁ: Czy starosta starał się budować kontakt z radnymi?

TK: Przez te ponad półtora roku pan starosta nie zorganizował nawet jednego spotkania koalicji samorządowej, żeby porozmawiać z radnymi. Mimo, że zwracałem mu uwagę, że to nie mieszkańcy wybrali go na starostę, że jego pozycja nie jest równa pozycji burmistrza czy wójta, który jest wybierany w bezpośrednich wyborach, tylko wybrali go radni, więc musi się z radnymi liczyć. Przy jednej z rozmów, przy jednej z uwag, które mu zgłaszałem, padły słowa, które postrzegam jako bardzo obraźliwe i niezgodne z kulturą pracy w samorządzie.

Dla mnie było to, jak za przeproszeniem, uderzenie w twarz. Po pierwsze, to młodszy ode mnie człowiek, po drugie, jeśli chodzi o doświadczenie zawodowe i samorządowe, to długo, długo, długo i jeszcze raz długo nie będzie się ze mną równać.

Na pierwszych głosowaniach, jeśli chodzi o udzielenie absolutorium, dostał między innymi ode mnie żółtą kartkę, czyli wstrzymałem się od głosu. W związku z tym kolejna uchwała musiała być o odwołaniu zarządu. Ja tej uchwały nie poparłem, czyli zagłosowałem za utrzymaniem tego starosty i tego zarządu. Myślałem, że ta żółta kartka coś da do myślenia panu staroście, ale okazało się, że nie.

PŁ: Co się wydarzyło przy drugim absolutorium?

TK: Przy drugim absolutorium była kolejna żółta kartka, a po uchwale, gdzie znowu absolutorium zarząd nie otrzymał, większość z nas doszła do wniosku, że niestety, ale tak dalej nie da się pracować. I na kolejnej sesji, gdzie była postawiona uchwała o odwołaniu zarządu, siódemka z naszej koalicji zagłosowała za odwołaniem tego zarządu. Plus głosy radnych PiS-owskich spowodowały, że zarząd został odwołany.

PŁ: Czyli Koalicja tak po prostu oddała władzę? Czy jednak miała plan?

TK: Po odwołaniu zarządu, w tym składzie, w jakim dotychczas funkcjonował, wszyscy zadeklarowali, że chcą dalej koalicję utrzymać. Natomiast musi być inna osoba jako lider, czyli inny Starosta. Doprecyzuję – tak deklarował również Twój Samorząd. I zaczęły się w tym kierunku rozmowy. Niestety, te rozmowy zbyt długo trwały. Myśleliśmy, że Poseł Krzysztof Hetman, przemówi do rozsądku Słowikowi. Honorowym wyjściem dla Słowika byłaby rezygnacja z mandatu na rzecz innej osoby z tej listy.

PŁ: Czy miał Pan wrażenie, że Daniel Słowik takie rozwiązanie rozważał?

TK: Nie, nie, absolutnie. Natomiast w rozmowach z radnymi odnosiłem wrażenie, że niektóre deklaracje radnych nie pokrywały się później z ich działaniami. Co innego mówią wprost, co innego za plecami. I tak zaczęły się wzajemne podchody.

PŁ: Czy udało się w ramach Koalicji wyłonić kandydata na nowego Starostę?

TK: Zadałem wprost pytanie panu Słowikowi, jak on to dalej widzi. Kandydatami na ewentualnego starostę są dwie osoby: albo Artur Choma, czyli utrzymujemy, że starosta jest z PSL-u, albo Michał Woźniak. Odpowiedział, że nie zagłosuje ani na jednego, ani na drugiego. Zapytałem: „To na kogo zagłosujesz?”. Odpowiedział, że tylko na siebie. „No nie, skoro odwołaliśmy Ciebie, to z powrotem Cię nie powołamy. Zagłosujesz za PiS-em?”. Odpowiedział, że za PiS-em nie zagłosuje. To była nasza ostatnia rozmowa.

PŁ: Co się stało dalej?

TK: Okazało się, że również nie poparł nas nas Twój Samorząd. I jak doszło do sesji, PiS postawił wniosek o odwołanie mnie z funkcji Przewodniczącego Rady, co dla mnie nie było zaskoczeniem, ponieważ wiedziałem, że moją osobę najłatwiej jest zmienić, usunąć, bo do tego wystarczy zwykła większość. Zresztą już wcześniej, przed tą sesją, docierały do mnie informacje, że pan Starosta prowadzi rozmowy z radnymi PiS w sprawie odwołania mnie z tej funkcji. Nie wiem, co to miało znaczyć – czy chciał mnie przestraszyć, czy jakiś inny cel osiągnąć – nie rozumiem. W każdym razie wiem, że taki wniosek był już podpisany. Prawdopodobnie powstrzymał go od postawienia tego wniosku i zwołania sesji nadzwyczajnej pan poseł Hetman.

PŁ: A głosowanie nad nowym zarządem?

TK: Przy powołaniu starosty i całego zarządu pan Słowik, Twój Samorząd i pani Ciepielewska-Kot już głosowali jednoznacznie za PiS-em, czyli głosowania były 12–5. Z perspektywy czasu dla mnie nie było to zaskoczeniem, ponieważ pan Słowik nie krył swoich prawicowych poglądów i często zamieszczał w internecie wpisy, które później kasował. Ale dobrze wiemy, że w internecie nic nie ginie. To też potwierdzało moje wrażenie, że w rozmowach z panem Słowikiem padły wypowiedzi, które potem nie były zgodne z jego działaniami. Inni radni też mieli podobne odczucia.

PŁ: Jak podsumowałby pan ostatnie półtora roku dla Powiatu Łęczyńskiego?

TK: Problemy przed powiatem są przede wszystkim natury ekonomicznej. Zadłużenie będzie sięgać około 40 milionów złotych. Już przyszły rok będzie bardzo ubogi, jeśli chodzi o inwestycje, bo po prostu nie będzie pieniędzy na te inwestycje. Niewiele się udało zrobić, jeśli chodzi o obniżenie wydatków bieżących. Trzeba wiedzieć, że w ostatnich latach w powiecie wydatki bieżące o kilka milionów przekraczały dochody bieżące, a zgodnie z ustawą o samorządzie te dwie pozycje powinny się równoważyć.

Ze względu na COVID ten rygor został na kilka lat poluzowany, ale za rok czy dwa może wrócić. W 2024 r. ten minus to było około 7 milionów, czyli nadwyżka wydatków nad dochodami bieżącymi. Te wydatki bieżące były pokrywane z pieniędzy z dochodów majątkowych, co jest niezgodne z ustawą o finansach publicznych samorządu. To ustawa przygotowana przez PiS dawała tu możliwość akceptacji takiej sytuacji.

Natomiast trochę poprawił się styl pracy przynajmniej niektórych wydziałów, z którymi miałem do czynienia. Na pewno niektóre osoby poczuły chęć do pracy, poprawiła się atmosfera pracy. O tym, jaka atmosfera była w poprzedniej kadencji, najlepiej mi przedstawiła była pani Skarbnik, która przed odejściem przyszła do mnie na dość długą rozmowę i powiedziała, że gdyby wiedziała, że nasza koalicja przejmie władzę, to by została. Ale ponieważ nie liczyła na to, miała dość tej pracy i odeszła. Odeszła też po pewnych perypetiach, bo poprzedni zarząd nie umiał z nią rozwiązać zgodnie z literą prawa umowy o pracę.

Również w rozmowach z innymi pracownikami słyszałem, że poczuli taką normalną atmosferę, że ktoś ich szanuje, że ktoś docenia ich kompetencje. Tu przede wszystkim chodzi o to, że urzędnik nie powinien być z nadania partyjnego czy innego układu towarzyskiego, tylko ma być kompetentny. Tak jak przez 16 lat to realizowałem w Urzędzie Miasta, tak tego samego oczekiwałem w Starostwie.

Powiem, że w poprzedniej kadencji w Wydziale Promocji pracowało kilkanaście osób. Co sprzedaje, co produkuje starostwo, że trzeba tak dbać o PR i reklamę? Troszeczkę tutaj pan Starosta ograniczył zatrudnienie, acz nie wszędzie – kilka osób odeszło ze względu na nabycie praw emerytalnych, kilka osób ze względu na kończącą się okresową umowę pracy.

Nieraz Starosta miał mówione, że należy przejrzeć i dostosować zatrudnienie do faktycznych potrzeb, żeby pracowały te osoby, które mają kwalifikacje, a nie te osoby, które zostały zatrudnione tylko na zasadzie znajomości towarzyskiej. Uważam, że w urzędzie powinno się dążyć do zatrudniania osób najlepiej wykwalifikowanych. I dla mnie było to nie do pomyślenia, nie do zaakceptowania.

Wiedząc, jak często zmieniają się przepisy, jak trudno jest interpretować te przepisy, jak naprawdę trzeba być operatywnym, żeby w tym wszystkim się połapać, żeby petenci nie narzekali na jakość obsługi ważne są kompetencje pracowników. A najważniejsze, że to urzędnik ma być dla petenta, a nie petent dla urzędnika. I mówię, trochę tu się udało, aczkolwiek nie do końca.

A najbardziej mnie martwiło to, że ciągle wydatki bieżące są pokrywane dochodami majątkowymi, a nie dochodami bieżącymi. Tego nigdy przez 16 lat u mnie w Urzędzie Miejskim nie było.

PŁ: Czy z perspektywy Przewodniczącego Rady Powiatu można było zrobić w tym okresie coś więcej dla poprawienia sytuacji powiatu?

TK: Oczywiście. Nie ma takiej sytuacji, z której nie można znaleźć wyjścia. Trzeba tylko chcieć i mieć odwagę działać, a nie liczyć, że jakoś to będzie, żebym się tylko nikomu nie naraził, żebym nikomu nie nacisnął na odcisk. Osoba, która zajmuje stanowisko kierownicze, musi być osobą decyzyjną. Te decyzje mogą być dla niektórych miłe, dla niektórych niemiłe, ale obowiązkiem tej osoby jest podejmowanie decyzji. Nie podejmowanie decyzji to cofanie się.

PŁ: A co konkretnie można było zrobić?

TK: Przede wszystkim przyjrzeć się, tak jak powiedziałem, dochodom bieżącym i poszukać oszczędności. Pierwszą zasadą przy szukaniu równowagi finansowej jest ograniczanie kosztów – to przerabialiśmy na początku lat dziewięćdziesiątych z panem prezesem Stachowiczem na kopalni, nie podnoszenie cen, tylko cięcie kosztów. Tak samo i tutaj. Przede wszystkim trzeba było szukać, gdzie te koszty można zmniejszyć, gdzie są przerosty zatrudnienia, gdzie poprawić efektywność pracy urzędników, żeby petenci na tym nie stracili.

Należało przeanalizować, jakie inwestycje są potrzebne w pierwszej kolejności, a które inwestycje można przesunąć o rok, dwa, bo w dalszym ciągu dzisiaj u nas kredyty są bardzo drogie i robienie inwestycji za same kredyty niekoniecznie się dzisiaj może opłacać. Trzeba też wykorzystać istniejącą infrastrukturę.

Przykład z ostatnich miesięcy – zarząd podejmuje decyzję, są przygotowane dokumenty o wystawieniu na sprzedaż słynnego dworku w Kijanach, który już raz był sprzedany w kadencji starosty Cholewy. Poprzedni zarząd odkupił go, nie mając żadnego pomysłu ani wiedzy, ile będzie kosztowało zaadaptowanie tego dworka na jakąkolwiek działalność. Ten zarząd podjął decyzję, że tego trzeba się naprawdę pozbyć, została przygotowana wycena, podjęta uchwała o ogłoszeniu przetargu, a mimo to pan Starosta nie ogłosił przetargu.

PŁ: Co poradziłby pan obecnemu zarządowi powiatu?

TK: Przed obecnym zarządem jest naprawdę ogrom pracy – jak wszystko poskładać, jak rozpocząć naprawę finansów w starostwie i żeby nie zwiększać zadłużenia, bo koszty kredytów są naprawdę wysokie. Trzeba przejrzeć inwestycje, jakie są konieczne do realizacji, a jakie niekoniecznie. A przede wszystkim zagospodarować sensownie tą substancję, którą dzisiaj powiat dysponuje.

Przede wszystkim budynek Gryfu, w który zostały włożone miliony złotych, a funkcjonuje tylko kawałek tego budynku w formie bursy, do której też musimy dokładać, bo nikt wcześniej nie policzył, na ile osób powinna być bursa, żeby się samofinansowała. Natomiast dalsza część budynku jest niezagospodarowana, wymaga włożenia jeszcze, podejrzewam, że kilku milionów, żeby przystosować ten budynek do użytkowania i znaleźć najemców na tą kubaturę. Bo nie sądzę, żeby ktoś dzisiaj przyszedł do budynku, który jest w takim stanie, jakim jest obecnie. Tam są potrzebne jeszcze duże pieniądze i jak na razie nie widzę żadnego pomysłu na to.

PŁ: Czego można życzyć obecnemu Zarządowi Powiatu?

TK: Życzę przede wszystkim obecnemu zarządowi, żeby znalazł nabywcę na ten pałac w Kijanach, bo byłby to spory zastrzyk pieniędzy do budżetu i zejście z potencjalnych kosztów, jakie wcześniej czy później w ten budynek trzeba by było włożyć, a przede wszystkim znaleźć sensowny pomysł dla niego. Bo to jest i działka, i budynek. I jeszcze, mówiąc krótko, gospodarka, gospodarka, gospodarka, przemyślana gospodarka, żeby naprawdę zarząd gospodarzył tym majątkiem publicznym w sposób naprawdę sensowny.

Przede wszystkim dobrych pomysłów życzę.

Chciałbym także przy okazji złożyć życzenia górnikom z okazji Barbórki – krótkie „Szczęść Boże” i przede wszystkim życzę szczęścia górniczego. A naszym mieszkańcom na Święta Bożego Narodzenia życzę rodzinnej, miłej atmosfery i lepszych perspektyw na rok 2026.

PŁ: Dziękujemy za rozmowę.