loading...

961 odsłon do 17.07.2021

Wojsko Polskie – unifikacja uzbrojenia strzeleckiego 1919-1939

Kiedy 17 września 1939 roku na nasze terytorium wkraczała sowiecka Armia Czerwona, świadkowie tych zdarzeń dosyć zgodnie podkreślali „dziadowski” wygląd tej armii – karabiny na sznurkach, byle jakie buty i mundury. W porównaniu z naszym, naprawdę eleganckim wojskiem – w dopasowanych mundurach, z błyszczącą bronią, sowieci prezentowali się (a czasem i zachowywali) jak banda zbójców. Mało kto pamiętał natomiast, że dwadzieścia lat wcześniej polskie wojsko wyglądało niewiele lepiej. Różnorodne umundurowanie, uzbrojenie od sasa do lasa, a bywało, że w jednym szeregu maszerował żołnierz z eleganckim winchesterem obok druha z długaśnym austriackim mannlicherem.

Liczebność najważniejsza

Wraz ze zbliżającym się końcem działań wojennych różne polskie ośrodki niepodległościowe przystąpiły do tworzenia struktur państwowych, organizując jednocześnie własne siły zbrojne. Odziały powoływała Rada Regencyjna, Rząd Ludowy w Lublinie, powstawały też spontanicznie w oparciu o zakonspirowane struktury Legionów Polskich, oddziały PSZ, garnizony austriackie o większej liczbie Polaków, czy wreszcie kadrę byłych korpusów polskich w Rosji. Tak tworzyło się przyszłe Wojsko Polskie. Jednak celem tej publikacji nie jest opisywanie kolejnych faz tworzenia się narodowych sił zbrojnych. Dla naszych potrzeb wystarczy powiedzieć, że ich rozwój organizacyjny był bardzo szybki.

Kiedy Piłsudski wrócił z niemieckiej niewoli mógł dysponować zaledwie sześcioma batalionami piechoty i trzema szwadronami jazdy tzw. Polnische Wehrmacht. W ciągu osiemnastu miesięcy stworzono z niczego armię, która w kwietniu 1919 roku liczyła już czterdzieści pułków piechoty i siedem batalionów strzelców,1 a wiosną 1920 roku rozrosła się do dwudziestu jeden dywizji piechoty i siedmiu brygad kawalerii – łącznie 740 tys. żołnierzy. Armia ta była co prawda słabo wyszkolona, dosyć pstrokato umundurowana i wyposażona w zbieraninę broni z całego świata, ale ożywiał ją niesamowity duch walki.

W październiku 1920 roku, a więc zaledwie w dwa lata później w jej szeregach znajdowało się ponad milion żołnierzy i oficerów. Istniały wówczas dwadzieścia dwie dywizje piechoty (po 4 pułki piechoty i l pułk artylerii każda) oraz przeszło dwadzieścia ochotniczych rezerwowych pułków piechoty2. Kawaleria posiadała w tym czasie trzydzieści pięć pułków jazdy i liczyła prawie 40 tyś. ludzi3. Ponadto istniał l pułk pancerny posiadający ok. 120 czołgów4 oraz zalążki 3 pułków lotniczych dysponujących ponad 200 samolotami. Armia ta w drugiej połowie 1920 roku pochłaniała 60 proc. ogólnych wydatków państwa.

Koniec wojny z bolszewicką Rosją rozpoczął proces demobilizacji armii i jej przejście na organizację pokojową. Utworzono Radę Wojenną. Dokonano również nowego podziału terytorialnego wyodrębniającego 10 Okręgów Korpusów, które miały przygotowywać mobilizację oddziałów znajdujących się na ich terenie. Okręgi były podzielone na okręgi poborowe.

Według expose ministra spraw wojskowych, wygłoszonego w sejmie 8 marca 1921 r., etat pokojowy armii miał obejmować m.in. 90 pułków piechoty, 5 batalionów czołgów, 40 pułków jazdy, 3 pułki lotnicze, artylerię, wojska łączności, inżynieryjne itp. Ładnie to może wyglądało na papierze, ale organizatorzy Wojska Polskiego stali przed wieloma wyzwaniami. Jednym z nich była unifikacja uzbrojenia i wyposażenia armii.

Pod koniec stycznia 1919 roku na posiadane ponad 100 tysięcy karabinów, 40 proc. pochodziło z armii austriackiej, 30 proc. z niemieckiej, 20 proc. z rosyjskiej, a 10 proc. miało jeszcze zupełnie inny rodowód. Później przyszły dostawy z pożyczek francuskich, amerykańskich, belgijskich, włoskich a nawet szwajcarskich. Najwięcej materiałów wojennych dotarło do Polski z Francji. Wśród nich było ponad 1500 armat, 12,4 tys. szt. karabinów maszynowych, 750 tys. karabinów, itp., itd. Pod koniec 1920 roku francuska broń strzelecka była na wyposażeniu 48 proc. jednostek piechoty, niemiecka 30 proc., austriacka 17 proc. a rosyjska i inna 5 proc.

Dzięki kredytowym dostawom polskie wojsko mogło się rozwijać i wygrać w końcu wojnę z bolszewicką Rosją. Z uwagi na pośpiech zawieranych wtedy transakcji, zakupy uzbrojenia i sprzętu nie były oczywiście dokonywane w oparciu o racjonalność. Powstała milionowa armia była wprost zaśmiecona różnorodnym uzbrojeniem, sprzętem a nawet umundurowaniem. Wystarczy powiedzieć, że oprócz oporządzenia z którym do Polski trafiła „błękitna armia” Hallera i dostarczanych nam francuskich uniformów z ich zapasów mob, przejęliśmy między innymi ok. 170 tys. mundurów i 230 tys. butów z magazynów armii zaborczych. Duża część pozyskanych materiałów, zwłaszcza tych z Francji, była jednak zużyta, przestarzała i nie przedstawiała większej wartości użytkowej.

W krytycznych chwilach wspomagano się więc nawet wojennymi zdobyczami. A były one niemałe. Podczas wojny polsko-ukraińskiej nasze oddziały zdobyły ok. 45 tys. karabinów, ponad 300 dział oraz setki karabinów maszynowych. Jeszcze większy łup przyniosła wojna z Rosją Sowiecką. Sama bitwa warszawska wzbogaciła nasze magazyny o kilkadziesiąt tysięcy karabinów, ponad tysiąc karabinów maszynowych i około 250 dział.

Czas ogarnąć ten chaos

Kiedy nastał czas pokoju i systematycznego organizowania Wojska Polskiego okazało się, że w wojskowym użyciu jest 13 systemów karabinów, a w ramach tych systemów 25 wzorów broni o ośmiu kalibrach od 6,5 mm do 11 mm. Podobnie było z bronią maszynową. Samych „podstawowych” typów było dziesięć, o broni reprezentowanej w ilościach kilkudziesięciu czy kilkunastu sztuk nie wspominając5.

Wszystko jeszcze dodatkowo komplikował brak na ziemiach polskich przemysłu zbrojeniowego z prawdziwego zdarzenia. Nie dość, że nie było go przed I wojną światową, to po wojennej wichurze pozostały właściwie zgliszcza. Pierwsza wojna światowa dokonała na ziemiach polskich ogromnych zniszczeń, szacowanych przez delegację polską na konferencję pokojową w Paryżu na kolosalną kwotę 73 mld franków francuskich. Zniszczono 1,8 mln budynków, 2399 mostów, 574 dworce kolejowe. Zdewastowane kolejnictwo pod koniec 1918 roku dysponowało jedynie 2513 lokomotywami, 2875 wagonami osobowymi i 41 448 wagonami towarowymi. Według wspomnianej Komisji Odszkodowań Delegacji Polskiej poziom produkcji przemysłowej z 1919 roku wyniósł w Polsce ok. 30 proc. tego co wytwarzano przed 1914 rokiem – w tych samych granicach6.

Początkowo na potrzeby armii pracowały różne warsztaty amunicyjne i remontowe odziedziczone głównie po zaborcach, wytwarzające amunicję i naprawiające broń zdobyczną lub uszkodzoną podczas walk. Istniejące w pierwszej połowie lat dwudziestych zbrojownie, jak na polskie warunki były stosunkowo sporymi zakładami, które z czasem zwiększały jeszcze swoje możliwości. W zaopatrzenie walczących z bolszewikami wojsk włączone zostały też firmy prywatne.

Pierwszy zakład zbrojeniowy z prawdziwego zdarzenia powstał jednak dopiero z chwilą przyznania Polsce, w ramach reparacji wojennych, około 1000 maszyn z gdańskiej wytwórni karabinów. W 1919 roku warsztatom broni w Warszawie nadano nazwę Państwowej Fabryki Karabinów (PFK). Pierwszą partię broni typu Mauser, wyprodukowano tam w czerwcu 1922 roku. Później, w ramach kolejnych planów budowy przemysłu zbrojeniowego powstawały nowe (głównie państwowe zakłady zbrojeniowe) pozwalające wyposażyć wojsko okresu pokoju, ale również teoretycznie to z mobilizacji, w dobrą jakościowo i jednolitą broń. Dlaczego teoretycznie? Bo z powodu braku funduszy na zamówienia, a właściwie ich złego wydawania (temu poświęciłem sporą część książki „Zapobiec klęsce”) broni wyprodukowano mniej niż było to możliwe, a wybudowane zakłady pracowały od 2 do 5 dni w tygodniu. W czasach, kiedy sześciodniowy tydzień pracy był po prostu normą.

Ostatecznie jako podstawowy karabin dla polskiej armii został wybrany, nota bene całkiem dobry, kb typu Mauser. Karabiny typu Lee Enfield (angielskie) wycofano z dywizji piechoty dopiero w 1924 roku, Mannlicher (austriackie) w 1929 roku, Berthiera (włoskie) w 1935 roku, a porosyjskie mosiny (przekalibrowane na standardową amunicję 7,92 mm) utrzymywały się w taborach, kompaniach sztabowych, pułkach i dywizjonach artylerii oraz niektórych batalionach Obrony Narodowej jeszcze w 1939 roku.

Problem standaryzacji uzbrojenia nie dotyczył jednak tylko broni ręcznej ale również maszynowej i artylerii. Ostatecznie na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych wojsko przyjęło na uzbrojenie jako broń standardową nie tylko karabiny typu Mauser o kalibrze 7,92 mm, ale również rkm i ckm systemu Browninga o tym kalibrze. Standaryzacja objęła też oczywiście artylerię, ale ten temat nie jest przedmiotem artykułu.

Posprzedawać i pozamieniać

Jak do tego doprowadzono do standaryzacji uzbrojenia? Najpierw sięgnięto po środki najprostsze. Jednego rodzaju broń gromadzono początkowo w pułkach, później w ramach dywizji. W 1925 roku piętnaście dywizji posiadało mausery, czternaście wyposażono w karabiny francuskie, a jedną w austriackie.

Następnie pożądany z naszego punktu widzenia sprzęt wymieniano z innymi krajami. I tak w latach 1925-27 za angielskie karabiny dostaliśmy od Łotwy i Estonii po kilkanaście tysięcy sztuk broni francuskiej i niemieckiej. Wymiany dokonano w stosunku jeden do jednego. Podobne interesy zrobiliśmy z Grekami – dostarczając im karabiny japońskie i włoskie, w zamian biorąc niemieckie. Mausery otrzymaliśmy też z Włoch, za posiadane przez WP kb włoskie. We wszystkich tych transakcjach nasza armia pozyskała prawie 109 tys. niemieckich kb wz. 98. Na jeszcze większą skalę wymieniano broń z Rumunią. Łącznie za ok. 216 tys. kb i kbk mannlicher i 41,6 tys rosyjskich kb, do Polski trafiło ponad 102 tys. niemieckich i francuskich karabinów.7

Równolegle, już od 1921 roku podejmowano różne inne działania, byle tylko pozbyć się z wojska niechcianej i nieprzydatnej armii broni. Na przykład do 1925 roku przekazano głównie policji, ale także ministerstwu sprawiedliwości, straży celnej czy leśnej ok. 46 tys. sztuk broni długiej8. W 1932 roku rozpoczęto wyprzedaż broni nietypowej, dekoracyjnej oficerom i podoficerom. Akcja ta nie przyniosła jednak większych efektów.

Co ciekawe, nasi wojskowi decydenci niezbyt zaradni i zdecydowani w sytuacjach wyboru i zakupu nowych typów broni dla naszej armii – nawet tej z polskich fabryk, świetnie sobie radzili z wymianą sprzętu i pozbywaniem się niepotrzebnego nam uzbrojenia. W listopadzie 1926 roku powołano do życia spółkę SEPEWE. Syndykat, którego udziałowcami była polska „zbrojeniówka”, miał koordynować handel bronią (pod nadzorem Oddziału II SG i MSZ) oraz reprezentować jej producentów za granicą. Handlował też zalegającym magazyny niepotrzebnym armii uzbrojeniem. Już w 1928 roku sprzedano Estończykom Enfieldy wz. 14, rok później poszły transporty niepotrzebnej broni między innymi do Chin i Turcji. Prawdziwy boom przyszedł jednak wraz z wojną domową w Hiszpanii. Polska została piątym największym dostawcą sprzętu wojennego, i to dla obu stron konfliktu. Wypychano do Hiszpanii co tylko się dało, a prawdziwym majstersztykiem było sprzedanie Hiszpanom sześciu kompani czołgów, łącznie 96 czołgów FT-17 rodem z I wojny światowej (oficjalnie sprzedawano do Urugwaju)9. Sprzedaż zbędnej broni trwała do końca II RP i jeszcze w 1939 roku podpisano kontrakt na ekspedycję 20 tys. karabinów Berthier wz. 14 do Palestyny.

Unifikacja dzięki produkcji

Zdobycze wojenne czy wymiana broni miały oczywiście znaczenie dla ujednolicenia używanej w WP broni, ale w dłuższej perspektywie tylko produkcja własnego uzbrojenia mogła dać pożądane efekty. W 1922 roku wytwarzanie karabinów zaczęła Państwowa Fabryka Karabinów (PFK), funkcjonująca dzięki obrabiarkom przejętym z Gdańska. Masowa produkcja zaczęła się rok później. W latach 1922–1924 produkowano tam karabiny (kb) Mauser wz. 1898, po czym w latach 1925-1931 jego miejsce zajął zmodernizowany karabinek (kbk) Mauser. Zakłady przekazały wojsku ok. 21.900 sztuk kb i 190.400 sztuk kbk10. Przeciętna miesięczna produkcja dochodziła do ok. 3.500 karabinków i 750 kompletów części zapasowych, ale stanowiło to tylko część możliwości zakładu, który już w 1929 roku był w stanie wytwarzać 50 tys. karabinów rocznie i to tylko pracując na jedną zmianę.

Wraz z rozbudową przemysłu zbrojeniowego powstała nowa fabryka w Radomiu, która z czasem przejęła wytwarzanie karabinów z zakładu w Warszawie. Państwowa Fabryka Broni rozpoczęła produkcję w 1925 roku, by dwa lata później osiągnąć możliwość wytwarzania 50.000 sztuk karabinów rocznie na jedną zmianę. Po rozbudowie z lat 1936-37 fabryka mogła produkować rocznie 90 tys. karabinków, a na dwie zmiany nawet 144-156 tys. sztuk. Niestety w roku budżetowym 38/39 MSWojsk. zamówiło tylko 70,7 tys. sztuk. Łącznie PFB wyprodukowała prawie 467 tys. karabinów i prawie 31 tys. pistoletów „Vis”11. Większość trafiła do naszej armii, część wyeksportowano.

W Warszawie natomiast zaczęto produkcję rkm Browning wz. 28, w 1931 roku ckm Browning wz. 3012. Możliwości PFK w Warszawie, stale rozbudowywanej, też były większe niż zamówienia. W 1938 roku fabryka mogła produkować miesięcznie 600 sztuk rkm, a otrzymała łączne zamówienie na tylko 900 sztuk w całym roku. W 1939 roku do września wyprodukowała tylko 315 sztuk rkm, a mogła ok. 4.800. Łącznie do 1939 roku PFK dostarczyła wojsku 10.700 egzemplarzy rkm i 7.861 ckm.

Wszystkie te działania, chociaż obarczone błędami, doprowadziły jednak do dużego stopnia unifikacji uzbrojenia wojska II RP. Można z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że po zmobilizowaniu, 30 pokojowych dywizji piechoty miało jednolite uzbrojenie strzeleckie. Karabiny mausera, rkm i ckm browninga. Posiadanie przez żołnierzy taborów tych DP na przykład przekalibrowanych kb mosina niczego tu nie zmienia.

Oczywiście jak w każdej ówczesnej, ale i dzisiejszej armii, nie było monolitu uzbrojenia. To jest po prostu nieefektywne ekonomicznie. W dywizjach rezerwowych, a zwłaszcza batalionach Obrony Narodowej występowały również inne typy broni. W 1936 roku WP posiadało np. 2620 sztuk ckm Hotchkiss wz.14, głównie na ciężkiej podstawie trójnożnej. W 1939 roku używano już stosunkowo niewielkie ilości tego sprzętu, głównie w batalionach ON, w niektórych jednostkach artylerii oraz jako wyposażenie pojazdów pancernych TK i TKS. W artylerii, w jednostkach przeciwlotniczych królował natomiast ckm Maschinengewehr 08, nazywany Maximem wz. 08, obecny też w kawalerii i jednostkach rezerwowych – łącznie na stanie było w 1939 jeszcze 4500 szt. tej broni.

Jednolite nie znaczy silne

Reasumując, Wojsko Polskie w przededniu wojny posiadało już jednolite uzbrojenie strzeleckie, trzeba też przyznać, że wyekwipowano je w spójne wyposażenie. To były zewnętrzne oznaki „siły” naszych sił zbrojnych. Niestety, to co widziała opinia publiczna kraju, nie odpowiadało rzeczywistym możliwościom naszej armii. Ta zaś była zbyt mało nasycona środkami walki, przede wszystkim jej artyleria nie odpowiadała już potrzebom czasu, a mobilność zatrzymała się na okresie walki z bolszewikami. Na podobnym poziomie, a konkretnie zapóźnionym o kilka przynajmniej lat, był też krwiobieg wojska, czyli łączność bezprzewodowa.

Rozkazodawstwo w naszej armii spowodowało dodatkowo, że Wojsko Polskie we wrześniu 1939 roku nie wykorzystało w całości posiadanego sprzętu bojowego. Wiele sztuk broni nie trafiło do jednostek liniowych. Na przykład w składnicy uzbrojenia Stawy k. Dęblina znajdowały się zapasy materiałów wojennego pozwalających teoretycznie uzbroić może nawet pięć dywizji piechoty – uzbrojenie to niestety w sporej części wpadło w ręce Niemców. To nie jest krytykanctwo, to stwierdzenie faktu. Można jeszcze dodać, że generalnie podział sił i środków, w czasie walk wrześniowych, niestety budzi wiele, bardzo wiele wątpliwości.

Ryszard Nowosadzki

Przypisy:

1. Zdz. Jagiełło, Piechota Wojska Polskiego 1918-1939, W-wa 2005, s. 28

2. M. Zgórniak, Powstanie i struktura organizacyjna Wojska Polskiego w początkach II Rzeczpospolitej (1918-1921), “Studia Historyczne”, R. XI, 1968, z.4.

3. Księga Jazdy Polskiej, W-wa 1938, str. 218-238

4. J. Magnuski, Wozy bojowe 1914-1964, W-wa 1964, str. 59, 61

5. R. Sieradzki, Uzbrojenie piechoty wojsk lądowych przed wybuchem II w.św., PT, 1979, nr 35; Zdz. Jagiełło, Piechota Wojska Polskiego 1918-1939, W-wa 2005, s. 182-194

6. R. Nowosadzki, Zapobiec klęsce …, Lublin 2017, str. 28

7. CAW, Akta Szt. Gen. MSWoj, 302.3.705, Wymiana broni

8. Zdzisław Jagiełło, Piechota Wojska Polskiego 1918-1939, W-wa 2005, str. 191-192

9. M. Deszczyński, W. Mazur, Na krawędzi ryzyka …, W-wa 2004, tab. 6

10. P. Stawecki, Przemysł wojenny Warszawy w latach 1918-1939, „Rocznik Warszawski”, 1972, t. XI, s.268-269

11. Z. Dziemianko, Przemysł zbrojeniowy w COP, Toruń 2007, s. 152

12. W 1923 r. ogłoszono konkurs na nowy rkm, ale dopiero w 1925 r. wybrano rkm Browninga, oferowany przez belgijskie zakłady FN. Firmie zalecono dokonanie modyfikacji według polskiej specyfikacji. Zmieniony rkm przyjęto do uzbrojenia pod koniec 1927 r. jako „7,92 mm rkm Browning wz. 1928”. W zakładach FN zamówiono 10.000 egzemplarzy nowej broni. Jednocześnie zakupiono licencję na produkcję rkm w Polsce. Wkrótce wyszło na jaw, że w chwili podpisywania umowy firma FN nie miała w ogóle praw do sprzedaży licencji Colta. Do tego Belgowie nawet nie dokończyli przewymiarowania dokumentacji z miar calowych na metryczne. Wobec tego termin odbioru zamówionych rkm opóźnił się niemal o dwa lata. Nie chciano też wypłacić polskiej stronie należnych kar umownych. Kiedy więc w 1928 roku po dwukrotnym konkursie na ckm dla WP wybrano też Browninga firmy Colt, to nie powinien dziwić fakt, że nastawienie naszych wojskowych do kontraktów zagranicznych było dosyć kontrowersyjne. Mający węża w kieszeni (do przesady) decydenci, kiedy dowiedzieli się, że przedstawiciel firmy Colt za licencję produkcyjną zażądał zamówienia u siebie minimum 3000 egzemplarzy serii pilotowej oraz 450 tysięcy dolarów, co przy ówczesnym kursie kosztowałoby ponad 4 miliony złotych, postanowili zakombinować. Sposobu dostarczył inż. Jan Skrzypiński, wicedyrektor Fabryki Karabinów, którego zespół odkrył, że patenty, na które powoływał się Colt, w Polsce zdążyły już wygasnąć. Wobec tego konstrukcja karabinu Browning nie była w Polsce prawnie chroniona. Po potwierdzeniu odkrycia Skrzypińskiego przez zespół prawników, podjęto decyzję o skopiowaniu ckm Browning i szybkim rozpoczęciu jego produkcji w Polsce. Jan Skrzypiński za swoje odkrycie został nagrodzony premią w wysokości 65.000 złotych, co stanowiło ok. 1,5 proc. wartości niezawartego kontraktu z Coltem. Nie było to eleganckie, ale jakoś pomieściło się w rozumieniu pojęcia honoru decydujących o tym oficerów.

Bibliografia:

Zdz. Jagiełło, Piechota Wojska Polskiego 1918-1939, W-wa 2005

M. Zgórniak, Powstanie i struktura organizacyjna Wojska Polskiego w początkach II Rzeczpospolitej (1918-1921)

Księga Jazdy Polskiej, W-wa 1938

J. Magnuski, Wozy bojowe 1914-1964, W-wa 1964

R. Nowosadzki, Zapobiec klęsce …, Lublin 2017

CAW, Akta Szt. Gen. MSWoj, 302.3.705, Wymiana broni

M. Deszczyński, W. Mazur, Na krawędzi ryzyka …, W-wa 2004

P. Stawecki, Przemysł wojenny Warszawy w latach 1918-1939, 1972

Z. Dziemianko, Przemysł zbrojeniowy w COP, Toruń 2007

W. Włodarkiewicz, Wrzesień 1939. Przemysł zbrojeniowy Rzeczypospolitej w relacjach i wspomnieniach, W-wa 2007

Polski czyn zbrojny w II wojnie światowej. Wojna obronna Polski 1939, praca zbiorowa, W-wa 1979

tagi: II Rzeczpospolita, Wojsko Polskie, uzbrojenie, siły lądowe, karabiny, karabiny maszynowe

 

Lublin 04-06-2021

 

Z kraju i ze świata

loading...

Ciekawostki

loading...

Wydarzenie kulturalne

loading...

Sport w regionie

loading...

Gospodarka

loading...

Społeczństwo

loading...

Hyde Park

loading...

Internetowa Gazeta Regionalna

logo pojezierze 2021 ok

  

Adres redakcji:
21-010 Łęczna, Zofiówka 135 A

www.e-pojezierze.pl

e-mail: redakcja@e-pojezierze.pl

.

Redaktor

tel. 793 810 222
.
Biuro Reklamy
tel. 500 295 677
tel. 602 811 876