loading...

Para poszła w gwizdek

Przyczyn klęski w wojnie z hitlerowską III Rzeszą i wspomagającą ją Rosją Sowiecką jest wiele i mają one swoje źródła zarówno w podejmowanych decyzjach politycznych jak i gospodarczych oraz już ściśle wojskowych. Podstawową jednak, do tego najmniej zależną od sterników II Rzeczpospolitej, była względna słabość gospodarcza państwa, której w ciągu dwudziestu lat niezależnego bytu państwowego Polska nie była w stanie istotnie zniwelować. Ta kwestia nie podlega dyskusji, otwarta pozostaje jednak sprawa czy nasza gospodarka mogła mimo wszystko lepiej przygotować kraj i jego wojsko do wojny. Czy sama armia mogła być lepiej zorganizowana, a później sprawniej i mądrzej dowodzona, tak by ta klęska była mniej dotkliwa, nie tak spektakularna.

 

Na te pytania postaram się chociaż w części odpowiedzieć w cyklu artykułów pod wspólną nazwą „Przyczyny klęski wrześniowej”. Są one w dużej mierze oparte o moją książkę „Zapobiec klęsce” wydaną w 2017 roku i uzupełnione o nowe informacje i przemyślenia.

Już I wojna światowa pokazała, że w nowoczesnym konflikcie o potencjale militarnym decydowały nie bohaterstwo, ale możliwości ekonomiczne i społeczne. Żołnierzy trzeba umundurować i uzbroić, uzupełniać braki w zniszczonym sprzęcie i straty ludzkie. Powołanie kolejnych rekrutów nie może jednak oznaczać wcielenia wszystkich sprawnych mężczyzn – musi przecież funkcjonować gospodarka, trzeba produkować więcej karabinów i butów oraz wyżywić armię i społeczeństwo. W XX-wiecznej wojnie o zwycięstwie decydował – prócz dowódców i obranej taktyki – potencjał mobilizacyjny i przemysłowy.

Kierownicy II Rzeczpospolitej dobrze o tym wiedzieli i od pierwszych chwil niepodległości rozpoczęto w Polsce, właściwie od podstaw, budowę szeroko rozumianego przemysłu wojennego. Najgłośniejszymi i najczęściej przywoływanymi w podręcznikach do historii przykładami postępu w dwudziestoleciu była budowa portu w Gdyni oraz utworzenie Centralnego Okręgu Przemysłowego. Zachwycając się naprawdę wielkimi osiągnięciami tamtej Polski, nie powinniśmy jednak nie zauważać błędów jakie popełnili nasi przodkowie odbudowując kraj po trzęsieniu I wojny światowej i stuletnim zniewoleniu. Tym bardziej, że widzieli je już współcześni.

Na przełomie lat 1935-36 rosła wśród polskich elit świadomość militarnej i ekonomicznej słabości Polski. Wydarzenia polityczne jak i dane wywiadu dobitnie wskazywały na rosnące zagrożenie ze strony naszych obydwu ewentualnych przeciwników. Napływały niepokojące sygnały o rozwoju przemysłu i gwałtownych zbrojeniach czynionych zarówno przez Niemcy jak i Rosję Sowiecką. Sześcioletni program rozwoju sił zbrojnych i przemysłu zbrojeniowego, połączony z czteroletnim planem rozwoju gospodarczego miały być naszą odpowiedzią na wyzwania czasu. Na ile udaną i dobrze zaplanowaną?

O tym niech powiedzą sami twórcy i wykonawcy planu. Gen. brygady Wacław Stachiewicz, od 1935 roku szef Sztabu Głównego i szef Sztabu Naczelnego Wodza w kampanii wrześniowej w swoich wspomnieniach pisze m.in.: W okresie po odzyskaniu niepodległości na terenie Polski nie było żadnych fabryk przemysłu wojennego (…) Jedynie na Śląsku znajdowały się huty żelaza, związane z kopalniami węgla. (...) W latach dwudziestych rozpoczęto budowę pierwszych fabryk przemysłu wojennego, przy czym cały ciężar wzięło na siebie państwo. Powstające obiekty starano się rozmieszczać możliwie centralnie i tak, by miały dogodne połączenie ze Śląskiem. Ponieważ ówczesne względy polityczno-strategiczne nakazywały zabezpieczenie przede wszystkim od wschodu, powstające placówki przemysłu wojennego rozmieszczano na zachód od Wisły, w Kielecczyźnie (Starachowice-Ostrowiec-Radom). Poza tym z natury rzeczy szereg obiektów przemysłowych powstał również w Warszawie i okolicy.

Budowa fabryk przemysłu wojennego w tym okresie nie była oparta na planie zharmonizowanej produkcji ani też na obliczeniach zapotrzebowań w różnych działach. Chodziło o jak najszybsze uruchomienie fabrykacji zasadniczego sprzętu, stanowiącego podstawę jednolitego uzbrojenia wojska.

Generał Stachiewicz próbuje też odpowiedzieć na pytanie, czy intensywną rozbudowę przemysłu zbrojeniowego można było zacząć wcześniej. Czy w naszych warunkach można było bardziej zdecydowanie rozbudowywać państwowy przemysł wojenny przed 1935 rokiem? I zdecydowanie odpowiada: Nie należy zapominać, że w okresie tym sytuacja wojskowo-polityczna nie zmuszała jeszcze do gwałtownego zwiększania zbrojeń, a kryzys gospodarczy, który w Polsce wówczas panował, w połączeniu z faktem, że i tak wydawaliśmy już 1/3 budżetu państwowego na wojsko, uniemożliwiały dalsze zwiększanie wydatków na zbrojenia. Wskutek tego w 1936 roku stanęliśmy w niekorzystnej dla nas sytuacji, gdy na skutek rozpętanego gwałtownie wyścigu zbrojeń w Europie musieliśmy rozpoczynać dopiero rozbudowę przemysłu, a równocześnie i samego wojska. Ale na to nie było rady.

Ilościowe potrzeby na sprzęt i amunicję w związku z dozbrojeniem i rozbudową wojska były tak znaczne, że nie można ich było oprzeć na zakupach za granicą. Było to niemożliwe przede wszystkim z tego względu, że sprzętu odpowiedniego oraz w odpowiednich ilościach i odpowiednim czasie nie było można dostać wówczas nigdzie za granicą (może z wyjątkiem Niemiec), po drugie wydatkowanie przez państwo za granicę sum idących w setki milionów, a nawet miliardy złotych w obcych walutach w ogóle nie byłoby możliwe.

Zdaniem jednej z najbardziej kompetentnych w tamtych czasach osób zrobiono więc wszystko co było możliwe, jedynym mankamentem było to, że produkcja wojskowa „nie była do końca zharmonizowana, ale po wykonaniu całego planu ten brak byłby usunięty”.

Przemyślenia gen. Stachiewicza, wyrażone już po spektakularnej klęsce w wojnie z hitlerowską Rzeszą i sowiecką Rosją, są świetnym punktem wyjścia do oceny działań władz państwowych i wojskowych w zakresie przygotowania II RP do wojny. W tej części, chciałbym się skupić jedynie nad problematyką budowy przemysłu zbrojeniowego, aspekty wojskowe, militarne zostawiając na potem.

Dla analizy działań podjętych po odzyskaniu niepodległości trzeba postawić kilka zasadniczych pytań. Czy rzeczywiście niezbędna była tak kosztowna budowa przemysłu zbrojeniowego w sytuacji gdy trzeba było jednocześnie kupować broń dla wojska? Jeśli tak, to czy proces inwestycyjny był prawidłowy i czy jednak nie należało go zacząć wcześniej? Czy były przesłanki i możliwości rozpoczęcia reformy armii i budowy przemysłu o kilka lat wcześniej? Na koniec czy prawidłowa była realizacja planu i czy w fazie wykonawczej dokonywano odpowiednich korekt?

Niestety, tylko odpowiedź na pierwsze z tych pytań brzmi zdecydowanie tak. Musieliśmy budować własny przemysł bo tego wymagał interes ekonomiczny kraju, konieczność jego uprzemysłowienia oraz walka z bezrobociem. Ponadto za granicą rzeczywiście było bardzo trudno kupić nowoczesny sprzęt i np. z pożyczki francuskiej, tej na zakupy sprzętu i surowców we Francji, wykorzystaliśmy tylko 15 proc. kredytu i to głównie na surowce. Francuzi modernizujący własną armię, po prostu nie chcieli nam sprzedać i nie dostarczali nawet sprzętu, który zgodzili się już wcześniej udostępnić. Niestety przemysł zaczęliśmy tworzyć za późno, budowaliśmy według złego planu, drogo, bez rozeznania najpilniejszych potrzeb i współdziałania wszystkich zainteresowanych. Stawialiśmy też zbyt wysokie wymagania jakościowe...

Lista grzechów popełnionych przy realizacji planu rozbudowy przemysłu jest długa i tylko pewnym pocieszeniem jest fakt, że w Polsce po raz pierwszy powstawały naprawdę nowoczesne zakłady produkcyjne. Za dziesięć lat mielibyśmy rzeczywiście wspaniałą bazę wytwórczą, tylko wojna nie chciała czekać. Zwykłą wymówką jest też twierdzenie, że jej się tak szybko nie spodziewano.

Generał dywizji Tadeusz Kutrzeba (komendant Wyższej Szkoły Wojennej, generał do prac w GISZ, a od marca 1939 r. Inspektor Armii) opracował dwa studia strategiczne dotyczące ewentualnego konfliktu z Niemcami. Pierwsze w marcu 1936 roku, drugie w styczniu 1938 roku, pogłębione, z nowymi akcentami, opracowane we współpracy z ppłk Stefanem Mossorem (I oficerem sztabu gen. Kutrzeby). Analiza obu dokumentów mówi wyraźnie jak doświadczony generał z upływem czasu coraz pewniej widział nieuchronność wojny z Niemcami. Autor przewidział też, szczegółowo to uzasadniając, przedział czasowy w jakim wojna może wybuchnąć i określił go na lata 1939 – 1944. Zainteresowanych odsyłam do publikacji „Studium planu strategicznego Polski przeciw Niemcom, Kutrzeby i Mossora”. Tutaj zacytuję tylko kilka interesujących myśli autora (autorów).

Niemcy, kraj bardzo prężny pod względem demograficznym i gospodarczym, szukają ekspansji (...) ekspansja europejska Niemiec może pójść tylko w dwóch zasadniczych kierunkach, na zachód lub na wschód, przy czym ten ostatni kierunek ekspansji może być poprzedzony akcją Anschlussu z Austrią lub zdobyciem północnych Czech celem rozszerzenia śląskiej podstawy strategicznej przeciw Polsce. (...) Czechosłowacja lub Austria, przeludnione i silnie uprzemysłowione, nie stanowią terenów, które mogłyby na dalszą metę zaspokoić prężność demograficzną i gospodarczą Niemiec; mogą one stanowić jedynie wstęp do akcji ekspansywnej na wielką skalę. Pozostaje Polska lub Rosja.

Ewentualnej wyprawy niemieckiej na Rosję nie rozpatruję, ponieważ z uwagi na konieczność rozwinięcia wojsk niemieckich byłaby ona do pomyślenia tylko w razie sojuszu militarnego Polski i Niemiec, której to sojusz byłby dla Polski wstępem do podporządkowania się Niemcom. (…) Z tych względów jestem zdania, że przyszła agresja Niemiec na Polskę zalicza się do hipotez najprawdopodobniejszych, może ona oczywiście pociągnąć za sobą czynną interwencję innych państw, a przede wszystkim Francji, z czym Niemcy na pewno będą się liczyły. (...) Dlatego rozpoczną wojnę z Polską w dogodnym dla nich momencie politycznym.

Studium to otrzymał marszałek Śmigły-Rydz 26 stycznia 1938 roku. Pomimo, że z tezami postawionymi przez generała Kutrzebę w pełni korespondowały tajne raporty wywiadu, jak i jawne wydarzenia polityczne (12 marca 1938 roku Niemcy wkroczyli do Austrii, a 24 kwietnia Konrad Henlein szef Partii Niemców Sudeckich wysunął 8 żądań tzw. karlsbadzkich), to zostały one praktycznie zignorowane. Być może z powodu słynnego opisanego przez Wańkowicza „polskiego chciejstwa” – wojna z Niemcami nam nie pasuje, nie jesteśmy do niej gotowi, to udawajmy, że jej po prostu nie będzie. Skutki okazały się opłakane.

Biorąc pod uwagę, że opinia gen. Kutrzeby nie była odosobniona, a popierała ją większość polskich generałów jeszcze za życia marszałka Piłsudskiego (w kwietniu 1934r. marszałek zapytał inspektorów armii oraz generałów i pułkowników z wojskowego kierownictwa, z kim najpierw będzie wojna – z Niemcami czy Rosją, na co zdecydowana większość wskazała na Niemcy1, ale już wtedy Rydz-Śmigły uważał inaczej), należało się do niej zacząć przygotowywać wcześniej. Na pewno już od 1933 roku, kiedy to marszałek Piłsudski zaniepokojony wydarzeniami w Niemczech, sugerował Francuzom możliwość udziału Polski w ewentualnej wojnie prewencyjnej z tym krajem.

Tezę o potrzebie wcześniejszego rozpoczęcia rozwoju przemysłu zbrojeniowego potwierdza w swoich wspomnieniach wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski: bywałem stosunkowo częstym gościem w Stalowej Woli i nieraz myślałem czego to nie można by dokonać w Polsce z takimi zespołami ludzi, jakich spotkałem w Gdyni, w Mościcach albo w Stalowej Woli. Dwie różne osobistości prowadziły we mnie nieustanną walkę: nieufny minister skarbu, ważący dziesiętnie każdy grosz z kasy państwowej, z inżynierem, entuzjazmującym się każdym osiągnięciem technicznym, każdym pomnożeniem potencjału wytwórczego Polski. Każda bytność w Stalowej Woli wzmacniała siły inżyniera-inwestora przeciwko kutwie skarbowej. Żałowałem już wówczas, że nie zostałem wezwany do dzieła o dwa lata wcześniej; bylibyśmy w nieco innej sytuacji materialnej w 1939 roku. Ale stało się.

Zastanówmy się teraz, czy plan chociaż spóźniony, został przynajmniej dobrze przygotowany i czy był właściwie realizowany. I znów musi paść odpowiedź – niestety nie. Jak stwierdził Józef Sarnecki (do września 1939 r. szef Wydziału Broni Departamentu Uzbrojenia MSWojsk) przed Komisją badającą przyczyny klęski wrześniowej: Ideałem do którego miał dążyć Departament Uzbrojenia w zakresie polityki przemysłowej, miało być osiągniecie takiej zdolności produkcyjnej całego przemysłu, aby pokryć w 100 proc. zapotrzebowanie mobilizacyjne, zgłaszane przez Sztab Główny.

Co to oznaczało w praktyce? W planie rozbudowy wojska założono 40 DP, o takim a nie innym uzbrojeniu, stany jednostek wsparcia, liczebność służb, lotnictwa, ilość dział przeciwpancernych i przeciwlotniczych. Obliczono normy zużycia sprzętu i amunicji podczas działań wojennych (nota bene mocno na wyczucie i zaniżając zapotrzebowanie) i pod te potrzeby przyszłej wojny budowano zakłady przemysłowe. Prowadziło to do wielu absurdów. Budowano więc wielomilionowym kosztem dajmy na to kolejną fabrykę wytwarzającą działa (np. na Zakłady Południowe w Stalowej Woli – przekraczając znacznie założony budżet – do września 1939r. wydano ok. 100 mln zł2), a już istniejący zakład produkował 30 proc. tego co mógł, bo brakowało pieniędzy na zakupy armat dla wojska. Uwagi, że na taką rozrzutność nie stać najbogatszych państw, zbywane były milczeniem. W efekcie na odprawach i zebraniach entuzjazmowano się rosnącymi słupkami procentowego pokrycia wojennych potrzeb armii, podczas gdy wojsku ciągle brakowało dział, czołgów, samolotów i samochodów ciężarowych.

W takich warunkach, pomimo ogromnego wysiłku finansowego państwa i ofiarności społeczeństwa, armia nie miała broni i amunicji (!) do skutecznego oporu nawet przez dwa miesiące, za to w niektórych dziedzinach już w połowie 1939 roku możliwości produkcyjne zbliżały się do 100 proc. pokrycia potrzeb wojska w ... szóstym miesiącu wojny! Pod warunkiem, że armia przetrwałaby pół roku, a przemysł miałby surowce i wykwalifikowanych pracowników, a tych ostatnich nie starczało nawet dla produkcji czasów pokoju.

Nasze hutnictwo przed wojną (bez uruchamianych właśnie Zakładów Południowych) mogło dostarczać około 25 kompletów blach czołgowych, wtedy gdy PZInż. były w stanie wytwarzać około 80 czołgów miesięcznie3. Przypadki braku harmonizacji produkcji nie wynikały jednak tylko z niewiedzy. Często niestety górę brały zakulisowe gry różnych grup interesów. Przykładem może tu być budowa nowej, wprost niezbędnej walcowni miedzi. „Dzięki poparciu prezydenta Rzeczypospolitej, zapadła decyzja MSWojsk. budowy walcowni miedzi w Fabryce Amunicji w Skarżysku, został przeznaczony na ten cel odpowiedni kredyt w budżecie inwestycyjnym PWU (Państwowa Wytwórnia Uzbrojenia) na 1928 r. (...) ale w momencie przystąpienia do budowy, dzięki zabiegom zainteresowanych firm, decyzja budowy została anulowana. (...) Problem ten został znów podniesiony w 1929 r. z racji konieczności załatwienia sprawy maszyn, pozostałych po zlikwidowanej hucie miedzi pod Poznaniem, stanowiących własność państwa. Skorzystałem z tej okazji, aby ponownie poruszyć zagadnienie budowy walcowni. Niestety, dzięki zabiegom prof. J. Czochralskiego, który de facto reprezentował interesy firm Norblin i Dziedzice, sprawa znów została umorzona. Dla zachowania pozorów, obie firmy zobowiązały się wspólnym nakładem budować walcownię miedzi w centrum kraju, czego jednak nie zrobiły.

Korzystając z przychylnej atmosfery, jaką stworzyła propaganda (...) rozbudowy COP oraz zmiany na stanowisku II wiceministra - szefa Administracji Armii, ponownie wystąpiłem z wnioskiem budowy przynajmniej pręciarni miedzi dla łusek amunicji karabinowej i zapalników artyleryjskich przy projektowanej Fabryce Amunicji nr 5 w Jawidzu pod Lublinem. (...) Jednak wszystkie te zabiegi spełzły na niczym. Jako kontrargument podano decyzję budowy w COP dwóch nowych walcowni miedzi przez Norblin i Dziedzice z kredytów udzielonych na ten cel przez państwo. Norblin mimo to odmówił w ogóle przystąpienia do budowy. Dla pełni obrazu zagadnienia mosiądzu w kraju należy również podkreślić, że za wiedzą i pozwoleniem Biura Przemysłu Wojennego MSWojsk. i odnośnego departamentu Min. Przemysłu i Handlu, szmelc [złom] mosiężny wywożony był zagranicę, głównie do Niemiec4. Wszystko to, już po wrześniowej klęsce ujawnił nie kto inny jak dyrektor PWU, inż. Witold Kazimierz Wierzejski, a więc osoba dobrze znająca kulisy funkcjonowania i rozbudowy polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Nie chcę zanudzać kolejnymi przykładami ewidentnych błędów, a może i nadużyć, przy tworzeniu przemysłu wojennego. Opierając się na relacjach i wspomnieniach z tamtych lat wyłania się obraz trochę chaotycznego tworzenia tego przemysłu. Budowano zbyt dużym kosztem, często z powodu nadmiernego i dogmatycznego przywiązania do wątpliwej idei „trójkąta bezpieczeństwa”, który po zajęciu Czechosłowacji takim pozornie bezpiecznym miejscem przestał być już całkowicie. Tereny przyszłego COP, gdzie głównie powstawały nowe zakłady, leżały w dziewiczym terenie, nie było tam dróg, linii kolejowych, energii elektrycznej. To znacznie podrożało koszty budowy. Z drugiej strony, słuszna skądinąd idea wspierania inwestorów tam właśnie lokujących swoje firmy, prowadziła z braku fachowej siły roboczej w Polsce do podkupywania fachowców z zakładów już pracujących. Wyższe płace podrażały zarówno budowę jak i późniejszą produkcję, a jednocześnie utrudniały pracę przedsiębiorstw już funkcjonujących. Do tego rozbudowywane takim kosztem zakłady nie mogły wykorzystać potencjału produkcyjnego, bo po prostu nie miał w nich kto pracować. Budowana na terenie COP Fabryka Amunicji nr 2 zaczęła szczątkową produkcję w 1939 roku. Zatrudniała 221 pracowników fizycznych, a niezbędnych 220 robotników wykwalifikowanych miano sprowadzić z ... Fabryki Amunicji w Skarżysku i Fabryki Broni w Radomiu! Fabryka Amunicji w Skarżysku została rozbudowana w latach 1936-39. Aby osiągnąć pełną możliwą produkcję musiałaby zatrudniać 13.000 pracowników. W styczniu 1939 roku pracowało tam 470 pracowników umysłowych i jedynie 4121 pracowników fizycznych, a zdolności produkcyjne zakładu wykorzystywane były w 30 proc.5.

Problemy te potwierdza wspomniany już inż. Wierzejski, który w sprawozdaniu stwierdził, że „Na rynku pracy odczuwało się brak inżynierów-mechaników, techników-mechaników i robotników wykwalifikowanych z branży metalowej. (…) Ten stan rzeczy uległ dalszemu pogorszeniu z chwilą rozbudowy przemysłu w COP. Nowo powstające zakłady wybrały najprostszą drogę uzyskania personelu, podnosząc płace o 50-100 proc. i angażując go z dawniej istniejących fabryk. (…) co dezorganizowało w ogóle pracę w przemyśle wojennym. (…) Koszt budowy nowych zakładów nie tylko kilkakrotnie przewyższał koszt harmonizacji i rozbudowy na zwiększoną produkcję dawnych fabryk, ale co jeszcze ważniejsze, efekt produkcyjny nowe zakłady mogły dać, biorąc optymistycznie, po upływie 3-5 lat. Dawałem wyraz temu stanowisku na odnośnych konferencjach; gdy jednak na jednej (…) sprzeciwiłem się budowie w Rzeszowie (…) przestałem w ogóle być powoływany na te konferencje.

Na koniec jeszcze jeden kwiatek. Praktycznie cały liczący się przemysł hutniczy (przed zakończeniem budowy Zakładów Południowych oraz walcowni Sp. Akc. Wielkich Pieców i Zakładów Ostrowieckich, co miało nastąpić w latach 40.) zlokalizowany był na Górnym Śląsku. Odcięcie dostaw materiałów hutniczych z tego regionu, leżącego na granicy z Niemcami, unieruchamiało w krótkim czasie cały nasz przemysł zbrojeniowy6!!!

W II Rzeczypospolitej w ciągu 18 lat na uzbrojenie i wyposażenie armii, zapewnienie jej odpowiedniej infrastruktury, a także fortyfikacje i przemysł zbrojeniowy wydano zdaniem kompetentnego w tych zagadnieniach gen. brygady Aleksandra Litwinowicza około 6 miliardów złotych. W ciągu 2,5 roku, do wybuchu wojny, na sam przemysł zbrojeniowy wydano 450 mln zł. W efekcie o ile w 1935 roku zdolności produkcyjne naszych fabryk wynosiły 200 dział i 300 moździerzy rocznie, to przed wybuchem wojny już 2440 dział i 600 moździerzy (w o wiele szerszym asortymencie). Jednocześnie w okresie kiedy pod naszą granicę podchodziły już pierwsze koncentrujące się niemieckie jednostki w tym przemyśle złożono zamówienia tylko na 1600 sztuk7. Jednocześnie inwestowano w rozbudowę kolejnych fabryk. Inwestowano, kiedy roczne możliwości wytwarzania moździerzy w kraju wynosiły tyle, ile moździerzy posiadały na wyposażeniu wszystkie czynne dywizje piechoty polskiej armii!

Reasumując, intensyfikację rozbudowy przemysłu zbrojeniowego można było rozpocząć wcześniej, jego lokalizację i kolejność rozpoczynania budów lepiej zaplanować, realizować ją znacznie taniej. Bardziej właściwa harmonizacja wydatków pomiędzy zakupami nowego uzbrojenia i wyposażenia dla armii a budową nowych zakładów produkcyjnych pozwoliłaby też osiągnąć zdecydowanie lepsze przygotowanie kraju do czekającej go wojny. Za te same pieniądze.

Dobitnie ten problem zanalizował jeden ze współczesnych wojskowych – gen. bryg. Józef Kordjan Zamorski: Z myślą o tej gdzieś w najdalszej przyszłości czekającej nas wojnie budowano COP waląc weń srogie miljony, nie myśląc, o tem, że naprzód należy mieć siłę, która obroni ten COP, a nie odwrotnie.

Ryszard Nowosadzki

ps. O rozbudowie przemysłu i zamówieniach składanych przez wojsko można przeczytać też w artykule: Daleko od racjonalności – wydatki wojskowe II RP, na e-pojezierze.pl w zakładce historia, a najszerzej w książce „Zapobiec klęsce”.

Przypisy:

1. Konferencja w GISZ odbyła się 12 kwietnia 1934 roku z udziałem 21 osób – inspektorów armii, generałów i pułkowników z wojskowego kierownictwa oraz ministra Józefa Becka i wiceministra Jana Szembeka. Generałowie: L. Barbecki, S. Dąb-Biernacki, S. Burhard-Bukacki, G. Orlicz-Dreszer, K. Fabrycy, J. Kruszewski, M. Norwid-Neugebauer, A. Osiński, J. Rómmel oraz pułkownicy T. Furgalski, L. Strzelecki, Z. Bohusz-Szyszko, W. Wartha zagrożenie widzieli w pierwszej kolejności przede wszystkim ze strony Niemiec. Generałowie T. Piskor, D. Konarzewski i T. Kasprzycki niebezpieczeństwo widzieli z obu stron. Prominentni generałowie: E. Śmigły-Rydz, K. Sosnkowski i J. Gąsiorowski w najbliższej przyszłości upatrywali niebezpieczeństwa głównie ze strony Rosji. Podobne stanowisko zajęli ministrowie Beck i Szembek. Niestety po śmierci Piłsudskiego na czele wojska stanął człowiek przekonany o zagrożeniu przede wszystkim ze strony Rosji Sowieckiej, co na prognozowanie ewentualności konfliktu z Niemcami miało duże znaczenie. Patrz też: Polski czyn zbrojny w II wojnie światowej. Wojna obronna Polski 1939, W-wa 1979, s. 51-54

2. Zbigniew Dziemianko, Przemysł zbrojeniowy w COP, Toruń 2007, s. 151

3. Sprawozdanie ppłk inż. Władysława Jakubowskiego, dyrektora Fabryki Amunicji w Skarżysku, od lipca 1938r. w Departamencie Uzbrojenia MSWojsk, potem w Dowództwie Broni Pancernej – Wrzesień 1939. Przemysł zbrojeniowy Rzeczypospolitej w relacjach i wspomnieniach, s. 109

4. W. Włodarkiewicz, Wrzesień 1939. Przemysł zbrojeniowy Rzeczypospolitej w relacjach i wspomnieniach, W-wa 2007. Sprawozdanie inż. Witolda Kazimierza Wierzejskiego z działalności Państwowej Wytwórni Uzbrojenia. s. 126-128

5. Z. Dziemianko, Przemysł zbrojeniowy w COP, Toruń 2007, s. 139

6. W. Włodarkiewicz, Wrzesień 1939. Przemysł zbrojeniowy ..., s. 127; Zbigniew Dziemianko, Przemysł zbrojeniowy w COP, Toruń 2007, s. 140-141, 147-151

7. Wojciech Włodarkiewicz, Wrzesień 1939. Przemysł zbrojeniowy ..., s. 8-9

Z kraju i ze świata

loading...

Ciekawostki

loading...

Wydarzenie kulturalne

loading...

Sport w regionie

loading...

Gospodarka

loading...

Społeczństwo

loading...

Hyde Park

loading...

Internetowa Gazeta Regionalna

logo pojezierze 2021 ok

  

Adres redakcji:
21-010 Łęczna, Zofiówka 135 A

www.e-pojezierze.pl

e-mail: redakcja@e-pojezierze.pl

.

Redaktor

tel. 793 810 222
.
Biuro Reklamy
tel. 500 295 677
tel. 602 811 876